Nasze złe chwile

Na FanPage'u zadałam Wam pytanie, o czym chcielibyście poczytać na moim blogu.
Jedna z odpowiedzi była następująca:

 
OK, zaczęłam się nad tym zastanawiać. U nas nie było skoków rozwojowych, w sensie były ale nie jakoś upierdliwe, denerwujące, płaczące itp. Gdy coś się działo złego, Milka była marudna, to sprawdzając z kalendarzem skoków, nigdy nam się to nie pokrywało. Czy mieliśmy złe chwile? Tak, najgorszą chwilą w całym moim prawie 20-miesięcznym macierzyństwie były pierwsze 1,5 miesiąca. Ten okres powoduje u mnie ciarki na plecach i skutecznie wstrzymuje przed drugą ciążą. To mój 100% środek antykoncepcyjny. Dlaczego? Zapewne wiele z Was pamięta, że Mila miała kolki. Straszne kolki. Jak skończyła 2 tygodnie, jej płacz był tak silny, że wylądowaliśmy w szpitalu. Dramat. Ja nie znoszę szpitali i cierpiałam okropnie. Głęboko wierzyłam, że jak wrócimy do domu, będzie ok. Niestety. Z zazdrością czytałam, jak inne mamy cieszą się macierzyństwem. Mnie to nie dotyczyło. To znaczy byłam szczęśliwa, że mam ją, że jest, ale to szczęście każdego dnia było gwałcone kolkami mojej córki. Codziennie przez kilkadziesiąt minut, kilka razy w ciągu dnia. Nie raz dzwoniłam do Roberta z płaczem: wracaj do domu, ja już nie daje rady. Okres kolek minął bezpowrotnie w Sylwestra. To był ostatni dzień roku i ostatni krzyk i płacz. Dziś śmieje się, że przez ten czas Milka wypłakała się za wszystkie czasy. Teraz jest pogodna, uśmiechnięta, grzeczna. Zapytacie: jasne, grzeczna? Nie broi? Nie rzuca zabawkami? Nie bije?
 
Żadne dziecko nie jest idealne. Kłębi się w nim mnóstwo emocji. Nie wie, co z nimi czynić. Zdarzyło mi się, że Milka mnie uderzyła. Pokazałam jej jak jest mi przykro. Udało się. Przynajmniej na razie. Czy Mila jest marudna? Tylko wtedy jak jest zmęczona.. Wtedy jest marudna. Mam dni, że mi się nic nie chce i przepychamy się z Robertem.. Chcę, żeby on się nią zajął i odwrotnie. Zdarza się, że powiem Milce, by dała mi choć na chwilę spokój ale z ręką na sercu powiem, że może powiedziałam jej tak trzy razy.. I tak o te trzy za dużo. Pamiętam jeszcze, kiedy Milka wisiała na cycu non stop w nocy, powiedziałam jej, że mam już dość i po raz 10 nie dam jej już piersi.. Potem było mi przykro..
To chyba tyle, pozwalam jej na wiele, pilnuje jak mogę, asekuruje, nie zabraniam ale tak, mówię, kiedy nie wolno. Nie uważam, że dziecko może wszystko, że musi uczyć się na błędach, /co nie znaczy, że stoję nad nią i na nic jej nie pozwalam/ uważam, że granice trzeba wyznaczać.. Mówię o sytuacjach typu wkładanie rąk w kontakt. Trzeba tłumaczyć, co jest dobre a co złe.. Nasze dzieci przecież już wiele rozumieją..
Jest jeszcze jedna rzecz.. być może na powyższe pytanie powinny odpowiedzieć mamy, które przebywają z dzieckiem non stop, 24h/dobę. Wiecie, mój powrót do pracy to również forma odpoczynku, wracam do Mili z ochotą, pełna energii (przeważnie) i mam ochotę na spacer, zabawę, kąpiel.. Ona to czuje.. Dlatego cieszę się, że codziennie wynagradza mnie swoim dobrym humorem i cechami charakteru, dzięki którym mogę śmiało stwierdzić, że MAM GRZECZNE DZIECKO.
 


18 komentarzy:

  1. Ja jestem z moimi dzieciakami 24 /7 . Nie pracuje. Od prawie 5 lat ( maja 3,5 i 4,5 ) sama wyszlam z domu dwa razy. Nie liczac pojedynczych wyjsc na pól godziny do sklepu. Staram sie nie narzekac ale czasem chcialabym żeby ktoś po prostu mnie zastapil,zebym mogla poleniuchować. Dzieci są kochane ,ale czasami dają popalić.sa dni kiedy jestem tak zmęczona ze nawet ich smiechy mnie denerwują. Niestety maz tego nie rozumie. Wiec juz nawet nie narzekam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała jest ! <3

    a jeżeli chodzi o kolki, to też okropnie wspominam 1,5 miesiąca M. Darła się tak jakby ją ze skóry obdzierali, a ja wyłam razem z nią :( straszny czas, dobrze, że już za nami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również uważam, że dziecku należy wyznaczać granice. Współczuje z całego serca tych kolek, nas temat nie dotyczył (dzięki Bogu) :). Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm... rzeczywiście daje do zastanowienia taka prośba o napisanie też o tych trudniejszych momentach naszego macierzyństwa. Każda z nas miewa takie dni gdy nie zawsze jest kolorowo - choć zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie to czasami kłębią się w mojej głowie czarne myśli, które rozwiewa jeden uśmiech mojej Leni, pomaga obecność Męża, jego wsparcie daje poczucie bezpieczeństwa i za to co dzień dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm... rzeczywiście daje do zastanowienia taka prośba o napisanie też o tych trudniejszych momentach naszego macierzyństwa. Każda z nas miewa takie dni gdy nie zawsze jest kolorowo - choć zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie to czasami kłębią się w mojej głowie czarne myśli, które rozwiewa jeden uśmiech mojej Leni, pomaga obecność Męża, jego wsparcie daje poczucie bezpieczeństwa i za to co dzień dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że takie posty się pojawiają. U nas było było na paczątku sielankowo...tz oprócz ogólnego zmęczenia i robienia wielu rzeczy meczanicznie. Dopiero teraz zaczynam dostrzegać na zdjęciach sińce pod oczami i brak makijażu:) Było fajnie. Naprawdę nie było mi dane poznać smaku nieprzespanych nocy, gdyż pierwszą noc córka przespała gdy miała 2,5 msc, kolek, alergii(póki co) problemów zdrowotnych itd. Rozwój jej też jest super. Wszystko szybko. W sumie zawsze słyszałam pochwały w stylu " Wasza już... (raczkuje, chodzi, tak mówi itp..)? Często dziękuję Bogu za ten wspaniał dar jakim jest nasza Lilianka. Jednak znam wiele kobiet, ktore uważają, że macierzyństwo ich rozczarowało, poród to najgorsze co mogło im się przytrafić. A np usypianie dziecka to strata czasu...Wykazuje tu zrozumienie w 100% . Kiedyś pracowałam jako niania i trafiłam na rodzinę, których drugie dziecko był bardzo płaczliwe. Simona wróciła do pracy po 3 msc gdyż jak to ujeła " Bała się, że dostanie pierdolca" ( to takie łagodne tłumaczenie) Nie do końca ją wówczas rozumiałam gdyż ja byłam z jej synkiem przez 12 godzin w ciągu dnia. Przez to, że ona tak to przeżywał (pierwsze dziecko było bardzo spokojne) jej mąż chciał aby zamieszkali u jego rodziców ona natomiast nie chciała tego rozwiązania. Przyznawała, że nie daje rady, że to ją przerosło. Wiele razy mówiła, że nie spali w nocy bo mały dawał popalić. Martin na prawdę bardzo często płakał, był marudny i ciężko było go zabawić. Polepszyło się gdy maluch miał ok 1,5 roku. Wtedy relacje między nimi również uległy poprawie....
    Ja teraz czasem mam na prawdę dość. Kiedy pogoda psuje moje plany i czekając aż ulewa ustanie chcę jak najszybciej wyjść na zakupy..jednocześnie myślę o godzinie zamknięcia urzędu pocztowego. To jest tylko taki przykład ale trzeba przyznać, że bycie mamą to wyzwanie!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem co masz na myśli wspominając trudne początki ja tez trafiłam z córką do szpitala gdy miała miesiąc z powodu kolek teraz wiem, że było to raczej z powodu alergii. Ja jestem z dzieckiem cały czas w domu i muszę powiedzieć, że dopiero dziecko jest wyznacznikiem tego jakimi jesteśmy ludźmi i w jakich jesteśmy związkach. Wychodzi to czy jesteśmy egoistami, jakie mamy priorytety, na kogo tak naprawdę możemy w życiu liczyć. Ja staram się żeby to rodzina była priorytetem na to stawiam i staram się, żeby wszystko co robię było z myślą o mojej córce, nie chcę nic robić "kosztem" dziecka staram się wszystko tak organizować, żeby przede wszystkim było dla niej komfortowo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję kolek. Maja miała takie kolkowe napady płaczu dosłownie parę razy i też zdarzyło mi się wyć razem z nią. Bezradność jednak bardzo boli. A teraz to różnie bywa z tym moim zbuntowanym aniołkiem - ale myślę, że taki wiek :) Chyba żadne dziecko nie jest w 100% 24/7 grzeczne, usłuchane i chodzące jak w zegarku! W końcu to dzieci i tak jak dorośli mają prawo do gorszych dni i okazywania emocji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziekuje ci za ten post. To ja o niego prosilam
    Ta prosba zrodzila sie stad jak juz pisalam w komentarzu u ciebie na twojej stronie. WSZYSCY pisza tylko o achach i ochach i zakupach i zabawkach itd. i tych cukierkowych stronach bycia mama.
    Moj syn tez jest dzieckiem GRZECZNYM. Od urodzenia. Ja nie wiem co ta sa kolki, bole brzuszka, czy nie przespane noce. Moj spiacy krolewicz od urodzenia spal po 12 godzin i na karmienie musialam go wybudzac. TAK, to prawda choc trudno w to uwierzyc:) Do dzis tak spi:) Do dzis nie sprawia wiekszych trudnosci. Mimo tego mamy slabsze dni. Ja lub on. Jesli oboje naraz to mieszanka wybuchowa:) I przyznam ze czesto doprowadza mnie do tak skrajnych emocji ze nigdy nie myslalam ze taki maly czlowiek to potrafi:) Sa dni kiedy tylko czekam az bedzie wieczor i pora na jego spanie a ja w koncu odpoczne:) Straszne to ale tak jest.
    Dlatego czasami irytuja mnie wpisy tylko pozytywne. Bo wiem ze sa tez slabsze strony a sporadycznie sie o nich pisze... a szkoda. Bo wiedzac ze "ta idealna mama" przezywa takie slabe chwile jak ja, podnosi troche na duchu:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo najważniejsze to dostrzegać tylko te dobre strony macierzyństwa a te złe puszczać w niepamięć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na blogu piszemy z potrzeby serca. Nie zawsze chcemy podejmować pewnych tematów. To nasza strona i my podejmujemy decyzję jakie treści na niej się znajdą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja corka ma niespelna 2 lata i dopiero teraz moge powiedziec, ze jest ok. Pierwszy rok dala tak popalic ze co chwile plakalac mi sie chcialo razem z nia. Pozniej juz z kazdym dniem bylo coraz lepiej. Mimo wszystko caly czas siedze z nia w domu bo chce dla niej jak najlepiej. O pracy marze ale czym jest te kilka pierwszych lat poswieconych dziecku w stosunku do tych okolo 40 jakie mi zostaly do emerytury :-)Po takim czasie widze zwrot kazdego zainwestowanego zdania usmiechu cierpliwosci i milosci. Kocham cie mamo w jej ustach jest bezcenne. Kocham, nie kofam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. 1,5 miesiąca to słaba antykoncepcja;) szybko zapomnisz;))))
    Moje dzieci syn-10mieś kolek, córa pół roku.....
    Słodka ta Wasza Milusia.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń