Sopot we wrześniu

Kocham morze.. Morze we wrześniu.. 
Kiedy mieszkałam jeszcze w Człuchowie (miejscowość znana głównie z fotoradarów i jasnowidza) każde lato spędzałam nad morzem, nad morzem w Mielnie. Niecałe 120km, z tym że godzinę jechało się do Koszalina a pozostałe 20km także godzinę :) Kiedyś nie przeszkadzały mi tłumy i parawany. Dziś mam inaczej. Doprawdy nie wyobrażam sobie szukania Milki pośród tłumu ludzi, dzieci i parawanów, tworzących w dzisiejszych czasach za labirynt. Na serio powinni tego zakazać. 
Nie uwierzycie, ale Mila była nad morzem pierwszy raz. Na serio nie wiem jak to się stało. Odstraszały mnie wyżej wymienione, NO i kłopot z wycelowaniem w dobrą pogodę. Gwarancji pięknego słońca nad polskim morzem niestety brak. Poza tym do momentu, kiedy Mila nie chodzi do szkoły, nie zamierzam jeździć tam w wakacje. 
Wynajęliśmy 3-osobowy pokój w Yacht Clubie, 200m od plaży. Podstawa w szukaniu hotelu. 
Na plaży pusto. Jeden człowiek na 50m2. Bosko! Tym samym ona miała całą "piaskownice" dla siebie a my mogliśmy spokojnie poleżeć. Woda ciepła. Szok. Wzruszona byłam, kiedy piszczała z radości, będąc w wodzie..
Na monciak mieliśmy też blisko. Spacerkiem 12-15min.. Restauracje w Sopocie nie powalają ale znalazło się kilka perełek.. Zatem jeśli zastanawiacie się nas wyjazdem we wrześniu, szczerze polecamy. Wyjazd krótki niestety ale akumulatory choć trochę podładowaliśmy..